O czytelniczej (nie)konsekwencji

Zdjęcie: sxc.huMiałam pisać o książce. Konkretnej, przeczytanej – jednej z tych, które mogłabym już oddać do biblioteki, ale wolę jeszcze mieć je „pod ręką”, żeby podczas tworzenia wpisu móc zajrzeć po jakiś szczegół.

Ale zabrałam się za czytanie czegoś, co wypożyczyłam trochę „eksperymentalnie”. Byłam pewna, że przeczytam, nie byłam pewna, czy będę w stanie o tej książce napisać. Poddałam się po kilkudziesięciu stronach.

Książka jest mądra, pięknie napisana, a pod każdym słowem faluje morze przeżyć i doświadczeń… Ale nie byłam w stanie jej dokończyć. Nie potrafię czytać o codzienności taty, który po śmierci żony został z dwójką małych chłopców. Nie potrafię, choć pisze o niej w niesamowity sposób.

Dlatego dzisiaj nie byłam konsekwentna i wiem, że nie skończę rozpoczętej książki. Nie lubię nie kończyć rozpoczętych książek. Zawsze mam wrażenie, że powinnam ich jeszcze „posłuchać”, dać im szansę, pozwolić się „wypowiedzieć” jak rozmówcy.

Czasem próbuję kilka razy – tak było na przykład z Krzakiem gorejącym Sigrdi Undset. I jak uwielbiam jej Krystynę córkę Lavransa, tak przez Krzak gorejący przebrnąć nie mogłam. Ciągle szukałam w nim tamtego rozmachu i tamtej „płynącej” fabuły, tak charakterystycznej dla opowieści o losach Krystyny.

Nie zawsze to, co z zewnątrz wygląda na „porzucenie” książki, jest nim w rzeczywistości.

Czasem, mimo czytanych zdań, opowieść do nas po prostu nie przemawia – i wówczas lepiej zmienić ją na inną. Innym razem trafiamy na książkę tylko po to, by dowiedzieć się o jej istnieniu – nawet jeśli nie zdołamy jej dokończyć, może „wrócić” do nas za jakiś czas.

Bywają i takie spotkania z książką, które irytują nas, złoszczą. One także mogą okazać się przydatne – tych kilka(naście) przeczytanych stron może powiedzieć nam więcej o naszym czytelniczym guście i oczekiwaniach, niż przypuszczalibyśmy.

Są wreszcie takie niedokończone książki, które trafiły do nas… dla kogoś. Zaczynamy lekturę – przerywamy ją – świadomość istnienia takiej opowieści pozostaje. I oto za jakiś czas okazuje się, że naszemu rozmówcy musimy koniecznie o tej książce powiedzieć. To on jest jej adresatem, my – jedynie posłańcami.

I tak dzięki dzisiejszej niedokończonej lekturze powstała pochwała czytelniczej niekonsekwencji. Przewrotnie umieszczam ją w kategorii „Teraz czytam” ;-)

Udostępnij na Facebooku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *