Dla zagubionych między półkami

Weszłam pomiędzy księgarniane półki z zamiarem wyszukania prezentu dla nastolatki… i znalazłam się niemal w innym wymiarze. Z każdego regału słyszałam wołanie, domagające się natychmiastowego zainteresowania. Po kilkudziesięciu minutach uświadomiłam sobie, że mam w głowie chaos i jeśli nie posłużę się jakimś rozsądnym sposobem szukania, przepadnę w tej gęstwinie, nie znalazłszy absolutnie nic.

Podzielę się z Wami tym, czym się kierowałam, a czego unikałam – może mój wpis, jak nić Ariadny, pomoże i Wam znaleźć drogę w „księgarnianych labiryntach”.

1. W pierwszej kolejności zaczęłam oglądać książki znane mi z czasów, kiedy sama byłam nastolatką. Przejrzałam nowe wydania starszych tytułów, żeby wiedzieć, do czego w każdej chwili mogę wrócić. Widok Tajemnicy zielonej pieczęci Hanny Ożogowskiej przypomniał mi mój wysłużony, zaczytany egzemplarz, który dla mojej Mamy stał się symbolem „nieśmiertelnej książki”. Czytałam ją tyle razy, że później każda książka, do której wracałam przynajmniej dwukrotnie, zyskiwała miano „kolejnej Tajemnicy…

2. Drugim krokiem było przejrzenie nowych powieści znanych autorów. Na przykład Małgorzaty Musierowicz przedstawiać nie trzeba, a jej najnowsza McDusia może stać się pierwszym krokiem w poznawaniu przygód bohaterów znanych z wcześniejszych tomów.

3. Zwróciłam uwagę na wyeksponowane nowości, ale nie sugerowałam się nimi. Książkę Małgorzaty Musierowicz znalazłam właśnie tam, ale obok niej – niestety – także kilkanaście innych, które po przejrzeniu okazały się dla mnie całkowicie „milczące”. Poza krzycząca okładką nie znalazłam w nich zaproszenia, na które chciałabym odpowiedzieć. Tu pojawia się kolejna wskazówka:

4. Sugerowałam się treścią, nie oprawą. Oczywiście, że w ciągu kilkunastu czy kilkudziesięciu minut w księgarni nie jesteśmy w stanie poznać książki w całości, ale te, które naprawdę mają nam coś do powiedzenia, zdążą „wysłać nam zaproszenie”, zachęcić nas nawet podczas pobieżnego przeglądania. Z moich obserwacji wynika, że zwykle im więcej zewnętrznych „błyskotek”, tym – niestety – mniej treści. Otwórzcie dowolną książeczkę dla dzieci, w której wszystko błyszczy, rusza się, przesuwa czy śpiewa i spójrzcie, ile jest zdań na jednej stronie. A po latach, gdy te „świecidełka” opadną, zniszczą się, gdy wyczerpie się bateria – pozostaną na stronie tylko te słowa. Nie mam tu na myśli po prostu ładnych wydań. Książka pięknie wydana zachowa swoją elegancję przez długi czas.

5. Miejsce w danym dziale może być wskazówką, ale niech nie będzie tą jedyną. Zdarzało mi się w dziale „Religia” znajdować przeróżne książki, które z religią – nie tylko katolicką, ale także jakąkolwiek inną – nie miały doprawdy nic wspólnego. Wydaje mi się, że dotyczy to zwłaszcza tekstów związanych z szeroko pojętym światem niematerialnym. Dokumenty, biografie czy książki historyczne łatwo ustawić w odpowiednim miejscu, natomiast fantastykę czy teksty mówiące o duchowości możemy odnaleźć nie tam, gdzie się ich spodziewamy. Tu mała dygresja: czy zdarzyło się Wam usłyszeć od kogoś, że książka JEST… (jakaś) PONIEWAŻ ktoś znalazł ją w danym dziale w księgarni? Mnie zdarzyło się usłyszeć takie wyjaśnienie i przyznam, że przez chwilę nie potrafiłam wydobyć z siebie słowa…

6. W obu księgarniach, do których wtedy trafiłam, pytałam obsługę. O autora, tytuły, miejsce na półkach, czyli to wszystko, co mogło oszczędzić mój czas. Nie powstrzymała mnie nawet nieszczęśliwa mina pani w obsłudze, która musiała po raz kolejny oderwać się od swojego zajęcia, żeby znaleźć dla mnie informację w systemie. Skoro książki jednego autora mogę znaleźć w różnych działach, chcę wiedzieć od razu, gdzie ich szukać.

7. Zanim zdecydowałam się na zakup, zadałam sobie pytanie, czy za kilka lat przesłanie tej książki będzie nadal aktualne, czy ktokolwiek będzie chciał do niej wrócić. Odpowiedź bywa trudna, bo trzeba spróbować zrobić „krok w tył” i spojrzeć choćby z minimalnego dystansu. Na szczęście odłożenie książki na półkę nie oznacza, że natychmiast potem ktoś kupi jedyny dostępny egzemplarz, dlatego czasem warto dać sobie trochę czasu na podjęcie decyzji: odłożyć książkę i zastanowić się, co wybralibyśmy, nie mając tamtej, wcześniej zauważonej. Jeśli na jej miejsce z łatwością znajdziemy inne pozycje podczas wędrówki po księgarni, warto zastanowić się, czy rzeczywiście wybrana przez nas książka jest koniecznym zakupem.

Na koniec może niezbyt optymistyczna, ale chyba konieczna uwaga: nigdy nie poznamy wszystkich książek proponowanych dzieciom młodszym i starszym, dlatego jedynym sposobem, aby nie zagubić się nie tylko pomiędzy półkami, ale także – między propozycjami, płynącymi z różnych stron, jest czytanie. Tylko tyle i aż tyle. Czytaj wszystko, co czyta Twoje dziecko i rozmawiaj z nim o tym. Mogą Ci się nie podobać bohaterowie, ich wygląd, język, przygody, możesz nie rozumieć ich świata, ale czytając zyskujesz punkt odniesienia do wymiany zdań. Uczysz też swojego małego czytelnika krytycznego spojrzenia na tekst i argumentowania, dlaczego dana książka zasługuje na uwagę lub nie.

Zyskujesz także niezwykle cenną umiejętność: zdolność orientacji w gąszczu krzyczących propozycji. Dzięki niej możesz kierować się czytelniczą intuicją i doświadczeniem, bez ślepego podążania za zdaniem innych. Wyrabiając sobie własne zdanie, stajesz się przewodnikiem dla swoich czytających dzieci, towarzysząc im w zdobywaniu owego czytelniczego doświadczenia… a to przecież ważne, prawda?

Udostępnij na Facebooku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *