Agnieszka Tomaszczyk – wywiad dla CzytamyRazem.pl

Co Cię uskrzydla? Co sprawia, że czas przestaje istnieć, a Ty masz poczucie, że jesteś dokładnie w tym miejscu świata, w którym chcesz być teraz? Dla Agnieszki, tworzącej Kociemotki, taką pasją jest haft. Posłuchaj…

Agnieszka, czyli miłośniczka kotów, haftu krzyżykowego i książek – w takiej kolejności? :)

Chyba nie :) Bo chyba ciężko określić kolejność. Wszystkie te określenia w jakiś sposób mnie definiują, ale chyba żadne nie jest najważniejsze, żadne nie jest pełne, ani ich suma nie daje pełnego obrazu mojej osoby. Ale… gdybym musiała określić kolejność ;) to chyba miłośniczka książek byłaby na pierwszym miejscu.

Aga-ja

Czytasz od zawsze, haftujesz od niedawna – opowiedz trochę o początkach haftowania.

Zaczęło się chyba… z nudów. Było to pięć lat temu, w życiu zawodowym miałam akurat przerwę pomiędzy jedną pracą a drugą. Czyli dużo wolnego czasu. Jedna z moich dwóch przyjaciółek wychodziła za mąż, a ja zastanawiając się, co jej dać od siebie, szukałam, szperałam i trafiłam na haft krzyżykowy, który mnie zachwycił. Pomyślałam więc, czemu nie? Czemu by nie spróbować? I porwałam się na wyhaftowanie świątecznego bieżnika. Dziś jestem w szoku, że porwałam się od razu na coś tak dużego i wymagającego, jednocześnie ucząc się dopiero techniki (samej). Ale bieżnik wyszedł, był uroczy i co najważniejsze – od serca. Wiem, że ilekroć moja przyjaciółka wyjmie go na Święta, pomyśli o mnie :)

pierwszy haft

Prace wychodzące spod Twojej ręki to zawsze „hafty z historią” – jak się do nich przygotowujesz?

Gdy robię coś konkretnego dla kogoś, dużo czasu poświęcam na zastanowienie się, co pasuje do danej osoby czy historii. Nie kieruję się tym, co mnie się podoba najbardziej, ale tym, co podobałoby się osobie, dla której jest haft. Jest to chyba najważniejszy etap, który dokonuje się przed haftowaniem. I nie jest łatwy, bo poza oczywistym, czyli pomysłem, który musi przyjść do głowy, muszę uruchomić w sobie pokorę, by faktycznie nie zrobić tego, co mnie się podoba najbardziej, czyli co ja chciałabym dostać. Osoba, dla której to robię, jest najważniejsza.

szkola

Jak wyglądałaby zakładka do książki wyhaftowana dla Ciebie, odzwierciedlająca Twoją historię?

Pewnie byłaby z kotem :) :D A tak poważnie. Ciężko mi określić, co miałoby się na niej znaleźć konkretnie, ale mam przed oczami pewien całokształt, który jakoś wyczuwam. Z pewnością byłaby delikatna i stylowa. Być może w delikatnych odcieniach różu, fioletu. Dominowałyby pastele, choć może jeden konkretny akcent kolorystyczny też by się pojawił. No i z pewnością byłaby mocno kobieca. Kto wie, może z Paryżem, który jest moim ulubionym miejscem?

kocia zakladka

Na Twój portret w sieci składają się dwa blogi: Kociemotki i Moja Buka, które powstały w ciągu ostatniego roku – to ważny i przełomowy czas dla Ciebie…?

Zdecydowanie. We wrześniu ubiegłego roku wylądowałam na zwolnieniu lekarskim z nawrotem depresji. Dochodziłam do siebie przez kilka miesięcy i w tym czasie powstał mój pierwszy blog Moja Buka. Depresja to wciąż trudny temat w społeczeństwie. O ile jeszcze kiwamy poważnie głowami nad depresją ogólnie, że tak, to choroba, trudna, trzeba pomagać itp., o tyle gdy zdarza się w najbliższym otoczeniu, dotyka konkretnych osób, które znamy, to już nie jest tak prosto. Ludzie często nie wiedzą, jak się zachować, co powiedzieć. Co to tak naprawdę jest. Postanowiłam pisać bloga, który pokazuje, że my, których depresja dotknęła w mniejszym lub większym stopniu jesteśmy ludźmi jak wszyscy inni. Żyjemy, mamy problemy ale i radości, działamy, walczymy. Oswajamy coś, co dla nas też było dziwne i inne, ale powoli staje się czymś swojskim i naszym. Piszę tego bloga i dla siebie, bo uczy mnie to otwierania się dla innych i dla tych wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób zetknęli się z depresją.

Kociemotki powstały po tym, gdy postanowiłam nie wracać do starej pracy, tylko poszukać czegoś nowego. Szukam pracy i chodzę na rozmowy, ale jednocześnie wykorzystuję dany mi czas między innymi na rozwijanie pasji. Wróciłam do haftu, który pokochałam jeszcze bardziej i który daje mi mnóstwo radości i spokoju. Postanowiłam się tym podzielić, stąd powstał blog.

Niektórzy sądzą, że dla „mola książkowego” zakładką może być cokolwiek – bilet, rachunek, pocztówka, które akurat są „pod ręką”. Twoje prace przeczą tej opinii :)

Tak. Sama też kiedyś zaznaczałam książki czymkolwiek, co było pod ręką. Doszłam jednak do wniosku, że książki mają dla mnie na tyle duże znaczenie, że warto to wyrazić w jakiś sposób. Nie należę do osób, które traktują książki jak relikwię i płaczą nad każdym zagięciem czy wygięciem, które powstało podczas czytania. Wprost przeciwnie, uważam, że jeśli książka przechodzi z rąk do rąk i w którymś momencie już to po niej widać, świadczy to jedynie o jej wartości. Dlatego wolę skupić się na zakładkach. Wyrażają one miłość, są czymś, na co został poświęcony czas. Jednocześnie mogą wyrażać cechy czytelnika, mogą być prawdziwie jego. Mogą też kojarzyć się z miłymi wspomnieniami, z osobami, z miejscami. A to, że dodatkowo mogą być ładne – dlaczego nie?

Kociemotki to blog, z którego przebija ogromna radość tworzenia – jakie jest Twoje największe marzenie związane z odkrytą pasją?

Chciałabym projektować własne wzory. Cudownie byłoby móc odzwierciedlać to, co zobaczę, czy to, co chodzi mi po głowie w hafcie. Mam nadzieję, że kiedyś mi się uda. Zresztą kilka pomysłów spersonalizowania haftów chodzi mi już po głowie. Chciałabym też robić większe projekty. Ciekawie byłoby wyhaftować coś dużego :)

A tak po ludzku, to chciałabym móc się z tego utrzymać. Świetnie byłoby, gdybym mogła zarabiać na tym, co najbardziej kocham.

5 rocznica Ania i Wojtek

Własny sklep? Współpraca z firmą odpowiedzialną za sprzedaż Twoich prac?

Tak! Myślę o obu tych rzeczach. Zresztą, na myśleniu się nie kończy. Szkolę się z marketingu i sprzedaży, uczę się od doświadczonych osób jak sprzedawać pasję i co robić, by było to autentyczne, bo tylko autentyczność wygrywa. Krok po kroku uczę się rozsądnie korzystać z social mediów. Rozsądnie, czyli bardziej na nich pracuję, niż siedzę i podglądam znajomych na facebooku ;) Nawiązałam też wiele znajomości z dziewczynami z podobnymi pasjami i pragnieniami – wymieniamy się doświadczeniem i wspieramy. To, co wiem na pewno, to że nie chcę iść w ilość, tylko w jakość i właśnie spersonalizowane produkty. Takie, które potem się kocha i ceni.

zeglarskie

Książki przenoszą w inny świat – mogą całkowicie odmienić atmosferę czasu czytania. Podnieść i motywować, albo „pogrążyć” jeszcze bardziej. Jakie wybierasz? Jakich szukasz?

Trudno mi określić jeden rodzaj, czy gatunek. Mam tak zwane fazy :) W tej chwili co rusz sięgam po kryminał. Lubię zgrabnie napisane i inteligentne, czyli traktujące mnie poważnie i pozwalające do końca rozkoszować się napięciem, które niosą, ponieważ nie jestem w stanie domyślić się rozwiązania zagadki. Ale sięgam też po inne gatunki. Ostatnio odkryłam Lema i Ursulę Le Guin, czyli fantastykę, genialni autorzy. Ale sięgnę nawet po romans, jeśli ma to „coś”.

Jeśli nie umiecie znaleźć „wspólnego języka” – odkładasz książkę rozczarowana czy trwasz konsekwentnie sądząc, że może się jeszcze „porozumiecie”? :)

Kiedyś czytałabym do końca, dziś – szkoda mi czasu. Jeśli książka mnie nie wciąga, powiedzmy po 100 stronach, porzucam ją. Czasem czuję się z tego powodu nieswojo, ale traktuję to jak ćwiczenie utrzymania równowagi pomiędzy normalnością a nadmiernym poczuciem obowiązku, w który jestem zaopatrzona ;)

raz na ludowo dla mamy

Twoje literackie odkrycie z ostatniego czasu (wybierz sama, z jak długiego czasu :))?

Przychodzą mi do głowy trzy pozycje. Pierwsza, choć czytana dawno, to niezmiennie jestem nią zachwycona. To szwedzka trylogia Millenium Stiega Larssona. To jak została napisana, jak wyraziści są bohaterowie, nie do zapomnienia. Jak porusza ważne sprawy społeczne. Drugą pozycją jest Tessa d’Urberville Thomasa Hardy’ego. Choć to klasyk literatury angielskiej, przeczytałam dopiero niedawno, do tej pory całkowicie zapatrzona w Jane Austen. Tessa poruszyła mnie do głębi i muszę powiedzieć, że całą książkę czytałam ze łzami w oczach i długo nie mogłam się po niej otrząsnąć. Oczywiście zachwycił mnie klasyczny język, jednak to losy bohaterki poruszały mnie tak mocno, że czytając przed snem nie mogłam później zasnąć.

Trzecią książką, która mnie ostatnio zaskoczyła, to Bastion Stephena Kinga. Nie czytałam wcześniej żadnej pozycji tego autora, bo wcześniej widziałam kilka ekranizacji jego książek (a nie czytam książek „po” filmie). Autor kojarzył mi się z thrillerami psychologicznymi i horrorami. Tymczasem Bastion jest książką inną, futurystyczną, mocno osadzoną w konwencji dobra i zła. No i dobrze napisaną. Pozycja dość obszerna, ale od początku mnie wciągnęła i do samego końca czytałam ją z przyjemnością.

15 rocznica Asia i Mariusz

Prawda że rozmowa z kimś, kto odnalazł swoje „źródełko radości” to czysta przyjemność? :) Zajrzyj koniecznie na Kociemotki – czeka tam na Ciebie mnóstwo pomysłów na prezenty – nie tylko świąteczne…

 

Udostępnij na Facebooku
One comment to “Agnieszka Tomaszczyk – wywiad dla CzytamyRazem.pl”
  1. Ludzie tacy jak Agnieszka dodają skrzydeł, inspirują do poszukiwania własnych talentów i pasji. To wszystko nadaje przecież naszemu życiu kolorów. Z takich pasji może zrodzić się na prawdę coś dobrego. Powodzenia. Na marginesie: Kociemotki to prawdziwe arcydzieła:-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *