Francine Rivers o relacji matka-córka

Marta widząc jak jej delikatna siostra Elise wyrastała chroniona przez mamę, postanowiła sobie, że swojej córce, Hildemarze Rose, nie wyrządzi takiej krzywdy. Wyrządziła inną, a konsekwencje miały odczuwać kolejne kobiety z jej pokolenia, aż do czasu, gdy jedna z nich, May Flower Dawn, dostrzegła, jak z Bożą pomocą może to przełamać…

Żal i wszystko to, co nie mogło zostać wypowiedziane, przez lata nie pozwalało tym kobietom być dla siebie takimi, jakimi mogły być i jakimi chciały…

Potega-nadziei-Potega-marzen

Jak to się stało, że kolejne pokolenia powtarzały niemal ten sam schemat – mama nie potrafiła rozmawiać z córką i nie rozumiała jej tak dobrze, jak babcia?

Jak to dobrze, że Bóg nie ogranicza nas do tego, co sami dla siebie planujemy. Jego plan jest o wiele większy. (s. 259)

Słowa Marty tak głęboko zapadły w pamięć May Flower, że potrafiła trzymać się ich w tych wszystkich trudnych wydarzeniach, jakie na nią czekały.

Czytając o zmaganiach kolejnych pokoleń kobiet, które tak bardzo się kochały, a jednocześnie tak dotkliwie raniły, myślałam o tych wszystkich rodzinnych niedopowiedzeniach, przemilczeniach i chybionych gestach, które tak dobrze znamy.

Czasem wystarczy jedno słowo, jedno zdanie za dużo (albo za mało), jedna reakcja (albo jej brak), narzucanie swojej obecności albo niezrozumienie intencji, aby otwarła się w relacji przepaść na lata.

U Rivers to co trudne zaczyna się w dzieciństwie, a dziecku jak wiadomo niewiele się tłumaczy, choć ono przecież rozumie więcej niż jest w stanie nazwać, a gdy nie uzyska odpowiedzi na zadane pytanie, zbuduje ją sobie samo – najczęściej ze szkodą dla samego siebie i dla tego kochanego dorosłego, który tej odpowiedzi nie udzielił…

Jestem szczęśliwa, jeśli tylko Ty jesteś, May Flower Dawn. – Dawn wiedziała, że kiedy Mama używa jej pełnego imienia, jej odczucia mówią coś więcej niż to, co wyraża słowami. (s. 384)

Nie ma nic złego w tym, że córka rozpoznaje uczucia matki po sposobie wypowiadania swojego imienia, ale jeśli jest to jedna z niewielu, albo wręcz jedyna oznaka jej ciepłych uczuć, rozpadają się filary, które powinny były dawać oparcie…

Gdy czytam rodzinne opowieści Francine Rivers myślę zawsze, że każda, dosłownie każda chwila jest dobra, by naprawić rodzinne relacje.

 

Udostępnij na Facebooku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *