Dorota Łosiewicz: Cuda nasze powszednie

Dla tych, którzy ich doświadczają, są cząstką codzienności, dostrzeganą czasem już po fakcie, a czasem wymodloną długimi godzinami trwania. Nie, powinnam napisać inaczej: dla tych, którzy je dostrzegają… Bo świadectwa zebrane przez Dorotę Łosiewicz nie są słowami garstki wybranych, którzy otrzymali łaskę cudu.

cuda-nasze-powszednie

Są słowami tych, którzy zechcieli, zgodzili się o nich opowiedzieć: o narodzinach mimo sceptycyzmu lekarzy, o uzdrowionym dziecku, o pokonaniu nieuleczalnej choroby…

Można nie pamiętać imion bohaterów, ich twarzy czy szczegółów życia, ale to jedno zostaje na pewno: na kolejnych stronach mogłoby się znaleźć Twoje zdjęcie i Twoja/Wasza opowieść.

To nie są wywiady, choć rozmowy były ich początkiem. To są opowieści, świadectwa, historie życia przekazywane nieraz ze łzami w oczach: to, co po ludzku było niemożliwe, stawało się faktem.

Od jakiegoś czasu umacnia się we mnie przekonanie, że tylko takie słowa powinny być utrwalane, które podnoszą, pobudzają do działania, pozostawiają dobro. Na czytanie wszystkich innych szkoda czasu. Nie ukrywam, że to poczucie wzmogło się we mnie po lekturze wielce wciągającego kryminału, „pochłoniętego” w ciągu jednego dnia.

Z postanowienia poczynionego po kilkudziesięciu stronach, aby wypożyczyć i przeczytać wszystkie pozostałe książki niemieckiej pisarki została smutna konstatacja dotycząca ludzkiej natury i wyobrażeń.

Świat nie jest różowy ani ludzie idealni, ale po co o tym pisać?

To dygresja taka, bo przecież chciałam o cudach… Coś takiego w nas jest, co nam mówi, że cuda to inni a dobro jest nudne. W nas, w świecie, w ludzkich przekonaniach – nie wiem.

Nie mieści się to w każdym razie w moim postrzeganiu słowa jako pochodzącego od Słowa. A doświadczenia rodzin zebrane przez Dorotę Łosiewicz idealnie się w to pokrewieństwo wpisują.

Tak mocno związane z ludzką cielesnością i tak głęboko zakorzenione w tym, co w człowieku jest z Boga: w tym przekonaniu, że to, co dzieje się teraz, nie może się tak zakończyć, że ma swój dalszy ciąg, nawet jeśli osoba przeżywająca trudny czas miałaby o nim inne wyobrażenie…

A tam, gdzie kończy się wytrzymałość jednej osoby, tam modlitwa innych nie pozwala na rezygnację, podnosi…

Tak czyni Słowo i taka powinna być rola słowa…

 

Udostępnij na Facebooku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *