Dlaczego nie kupię książek z serii „Czytam sobie”?

Ukazywanie się poszczególnych książek od początku wzbudzało moją ciekawość – a jakże. Łatwe teksty, krótkie opowieści, prosty język, poziom dostosowany do aktualnych kompetencji dziecka (Składam słowa, Składam zdania, Połykam strony). Tylko brać i czytać, pokazywać, zachęcać.

Kiedy reklamowane książeczki znalazły się w naszej bibliotece, szybko zagościły także u nas w domu. Wprawdzie dla mnie ilustracje były po prostu brzydkie, ale że znawcą grafiki nie jestem, liczyłam raczej na zachętę, jaką ze strony specjalnie przygotowanych tekstów miały usłyszeć dzieci.

Nie usłyszały, mimo kilkukrotnie podejmowanych prób. Dlaczego teksty nie zachwycają – zastanawiałam się – skoro miały cieszyć oko, budzić radość samodzielnego czytania, wspierać w samodzielności?

Odpowiedź przyszła po długim czasie, ale już ją znam.

Oglądaliście film Truman Show? Główny bohater, Truman Burbank, żyje w świecie sztucznie wykreowanym, o której to kreacji nie ma pojęcia. Do czasu oczywiście. To nie jest realny świat, ale miejsce, gdzie wszystko otrzymał ot tak. Kiedy odkryje sztuczność otaczających go ludzi, miejsc i zdarzeń, przeżyje szok.

Skąd to porównanie? Nie podobają mi się jakiekolwiek ułatwienia na drodze do odkrywania radości czytania? Bynajmniej. Nie da się jednak odkryć jej w sztucznie wykreowanym świecie, w którym opowieści powstają na zamówienie, uwięzione w 23 podstawowych głoskach.

Wiecie kiedy zobaczyłam błysk czytelniczej radości w oczach moich dzieci? Kiedy chciały czytać same, dla siebie i dla mnie? (!) Kiedy „porwała je” wspólnie czytana Opowieść, taka, od której i ja nie mogłam się oderwać.

Wyobrażacie sobie czytanie z wypiekami na twarzy fragmentów z podręczników do nauki czytania, nawet tych obecnych, bez nieśmiertelnej Ali i kota?

Książeczki z serii „Czytam Sobie” przypominają mi takie właśnie fragmenty, wypisy, czy jak je tam zwał.

Radość czytania odkrywa się poznając prawdziwe Opowieści, powstające jako Literatura, a nie składnik kampanii. I nie mają tu znaczenia nazwiska twórców, ale intencja.

Krótko przed świętami, stojąc przy księgarskiej półce, dostrzegłam książki z tej serii wydane jako jeden, zbiorowy egzemplarz. Z zamyślenia wyrwało mnie pytanie: czy to są na tyle dobre teksty, że (dziecko) nie znajdzie ich gdzie indziej?

Nie są. I dlatego ich nie kupię. Wolę jednak spotkania z Prawdziwą Literaturą.

 

Udostępnij na Facebooku
11 comments to “Dlaczego nie kupię książek z serii „Czytam sobie”?”
  1. Nam się książki te podobają :) Myślę że i takie książki są potrzebne, by docenić literaturę. A gdyby wszystkim się tak samo podobało lub nie byłoby nudno ;)

  2. My mamy wszystkie. Książeczki 1 poziomu to pierwsze samodzielnie przeczytane książki przez moją córkę wówczas 4 latkę. Niesamowite gdy dziecko odkrywa, że umie przeczytać CAŁE książki. Oczywiście w serii są mniej i bardziej udane opowieści. My mamy swoje ulubione. „Maja na tropie jaja” była czytana wiele razy- najpierw dziecko przeczytało sobie samo, potem opowiadało a potem czytało na głos wszystkim którzy chcieli słuchać :)
    Monika

  3. Wiesz, to dobrze – w bibliotekach (czyli tam, gdzie szukamy wartościowych książek dla naszych dzieci) są po prostu jednymi z wielu, nieszczególnie zresztą eksponowanymi. Gdzie możesz się natknąć na tę serię? W restauracjach McDonalds, drogeriach Rossman, a od niedawna – w telewizyjnych spotach. To znamienne, prawda?

  4. Książeczki bardzo mi się podobają. Przeprowadziłam na jednej z nich ciekawą lekcję dla klasy „O”. Dzieci były zadowolone i zaciekawione. Mam tylko jedną uwagę, oprócz podziału wyrazów na głoski, powinien być bezwzględnie podział na sylaby. Sylabizowanie prowadzi do całościowego czytania wyrazów. Jeśli tylko uda mi się otrzymać dla biblioteki pieniądze w ramach Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa, zamówię większość tych książek, bo naprawdę warto.

  5. My również mamy wszystkie z poziomu 1 podobają się zarówno mnie jak i synkowi. To na nich stawiał pierwsze kro ki w czytaniu. Teraz kompletujemy poziom 2. Ja polecam!!

  6. Jestem nauczycielem w szkole polonijnej w UK i wielką fanką całej serii Czytam Sobie.
    Zgadzam się, że w całej serii są opowieści mniej ciekawe i gorzej zilustrowane (moim zdaniem), ale dzięki temu seria jest bardzo różnorodna plastycznie i czytelniczo i każde z naszych dzieci znajduje co tydzien coś dla siebie.

    Piszesz o tych 23 głoskach, które ograniczają, ale w przypadku moich dwujęzycznych uczniów, taka nauka języka polskiego jest idealnym rozwiązaniem. Pierwsze kroki w czytaniu po polsku wychodzą im świetnie, właśnie przez ograniczenie trudnych wyrazów i stopniowanie trudności.
    Moimi faworytami są ksiązki oparte na faktach „Historia pewnego statku”, „Droga do Nobla”, „Edison” „Teoria pana Alberta” itp. Lubimy też „Pan fortepianek”, „Dobry pies” czy „Droga Mocy”.
    Moi uczniowie uwielbiają naklejki i dyplomy dołączone do książek.

    Warto też dodać, że te książki zawsze powinny być zakonczone komentarzem dorosłego, wytłumaczeniem, że historia nie kończy się na książce, która ma tylko 23 głoski i 200 wyrazów, ale powinna być zawsze początkiem dyskusji i początkiem poszukiwania dalszej opowieści. Myślę, że tak powinnismy traktować te książki. Nie jako literaturę wysokich lotów, ale jako świetne wyjście w świat poważnego czytania dla naszych dzieci.

  7. Mój syn(wtedy 4 lata) był najdumniejszy z siebie, gdy przeczytał pierwszą w życiu książkę (wlaśnie z tej serii). I to sprawiło, że miał później większą motywację do czytania „literatury”. Opowieść śmieszna, ciekawie zilustrowana.

  8. Moja córka nie chciała nawet próbować czytac nawet najkrótszych opowiadań. Dopiero teraz chce próbować składać litery i myślę że ten rodzaj książeczek jest super. Polecam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *