Anna Wleklińska – EnglishPoint – wywiad dla CzytamyRazem.pl

Poznajcie Anię – żonę, mamę i miłośniczkę języka angielskiego, prowadzącą własną szkołę językową w Tychach – EnglishPoint. Zobaczcie, w jak przystępny i zachęcający sposób dzieli się swoim doświadczeniem – ten wywiad to ogromna dawka motywacji! :)

Ania Wleklińska o sobie:

Życie traktuję jako przygodę; świat jest dla mnie ciekawy, lubię obserwować ludzi, ich reakcje oraz motywację do działania. Lubię zastanawiać się nad różnorodnością charakterów i upodobań innych. Jak to jest, że jedni lubią godzinami siedzieć przed TV, inni spędzają ten czas uprawiając sport, jeszcze inni spotykają się w tym czasie ze znajomymi i są tacy, którzy nie odrywają się od książek? Skąd się bierze taka różnorodność?

Uwielbiam te pytania i uwielbiam tę różnorodność. Sama jestem mamą trojga różnych dzieci. Obserwując ich mogę powiedzieć, że każdy z nich jest odrębną przygodą. Mateusz (15 lat) ze swoim zwariowanym światem nieuporządkowanych, acz logicznych myśli. Marta (13 lat) – ambitna, pełna pozornego spokoju dorastająca dama z kształtującym się światem wartości i najmłodsza Agatka (2 lata) wchodząca w świat werbalizacji swoich myśli – prostolinijna, pełna energii istota, która sprawia, że wieczór jest zawsze „wspólny”.

Trójka dzieciaków, których wiele różni, ale również wiele łączy. Wszystkie mają poczucie humoru, lubią chodzić po górach i jeździć na rowerze. Nie odmówią wyjścia na basen, do przyjaciół czy po prostu na lody. I również śmiało mogę powiedzieć, że jedną z rzeczy, które mają wspólną to czytanie książek.

Towarzyszyliśmy naszym dzieciom, jako rodzice, przy pierwszych książkach. Obserwowaliśmy, jak chłoną świat, przyswajają nowe słowa, rozwijają swoje zainteresowania. Ta możliwość obserwacji dzieci od samego początku, wędrowania z nimi i uczestniczenie w ich świecie była niewątpliwie największą motywacją, dla której połączyłam dwa światy: język angielski i dzieci (teraz już także młodzież).

EP zajęcia

EnglishPoint – Ania podczas zajęć

 

Jesteś mama prowadzącą własną szkołę językową i ze swoimi dziećmi rozmawiasz wyłącznie po angielsku, tak? ;)

Jest to bardzo zabawne stwierdzenie. Przypuszczam, że marzeniem niejednej mamy jest przekazać swoje pasje dzieciom. A mówienie po angielsku w domu byłoby spełnieniem takich oczekiwań. Myślę, że warto odpowiedzieć sobie na pytanie: w jakim celu uczymy się języka?

Dla mnie i mojej rodziny język to środek do komunikowania się podczas naszych podróży po Europie. Chciałabym również, aby moje dzieci swobodnie posługiwały się językiem czytając książki oraz oglądając filmy w wersji oryginalnej. Na dalszym etapie kształcenia może okazać się, że korzystanie z literatury anglojęzycznej jest bezcenne. Zdarza się, owszem, że mówimy w domu po angielsku. Są to raczej krótkie, spontaniczne historie przy kolacji, niż zaplanowane wypowiedzi.

Postanowiliśmy kiedyś, że będziemy mieli jeden angielski dzień w tygodniu – tak zwany English Monday, ale jak to często bywa – przeszedł do historii. Jeśli chodzi o najmłodszego szkraba to też zaczyna się porozumiewać z nami nie tylko po polsku, ale również po angielsku. Jak się domyślacie mamy z tym niemały ubaw. Żegna się z nami na różne sposoby: „dzenia” „Bogiem” „Bye, bye”. Gdy bawimy się: na zmianę mówi: „a kuku”, „peak-a-boo” – ma przy tym sporo uciechy. Piękne chwile!

Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z językiem angielskim?

Kiedy moje starsze dzieci stały się na tyle samodzielne, aby zadbać o swoje obowiązki, ja postanowiłam sięgnąć po własne marzenia i pasje. Chciałam po prostu „zmarnować czas dla siebie”. Podjęłam studia filologiczne, które z różnych powodów odłożyłam na „później”. W trakcie studiów urodziła się Agata – nasza trzecia pociecha. Kolejna przeszkoda? Kłoda pod nogi? Nie! Większa mobilizacja, większa energia i pragnienie zakończenia tego, co się podjęło. Udało się. To dopiero jest radość i zadowolenie. Wtedy bardziej niż kiedykolwiek wiedziałam, że angielski to jest to, co daje mi satysfakcję. To istotnie jest przygoda! A kiedy mamy wiele obowiązków, wszystko wydaje się być bardziej poukładane.

Co w tej pracy jest dla Ciebie najbardziej motywujące?

Zależało mi na pracy, która daje satysfakcję, zadowolenie nie tylko mnie, ale również tym, z którymi współpracuję, a więc dzieciom i ich rodzicom. Chciałam stworzyć miejsce, gdzie dzieci znajdą coś więcej niż tylko następny podręcznik do kolekcji. Takie miejsce, gdzie będą chciały przychodzić zostawiając w domu swój „ukochany” komputer czy smartfon.

Myślę, że się udało – i to jest ogromna motywacja do dalszej pracy. Metody pracy znajduję obserwując 2 letnią Agatkę. Widzę jak tworzą się jej struktury językowe, w jaki sposób zaczyna mówić i co powoduje, że chce mówić coraz więcej. Niewątpliwie taką motywacją są książki, które uwielbia, potrafi słuchać o Małej Mi i Pani Filifionce nieskończenie wiele razy – a więc powtarzalność pobudza ją do mówienia. Historia ukryta w książkach ma pewną całość, która wciąga ją i wywołuje emocje, to również sprawia, ze chce o tym mówić. Największą jednak zabawę mamy, gdy słyszymy struktury gramatyczne w jej ustach. Wtedy widać, że one tak naprawdę nie mają aż tak dużego znaczenia – ważniejsze jest to, co chce nam przekazać, o czym chce opowiedzieć. Tak też jest z nauką języka obcego.

Na zajęciach uczymy się słownictwa, struktur gramatycznych, ale przede wszystkim staramy się mówić, po to tylko, aby przekazać sobie informację. Do tego celu, w końcu, język został stworzony.

little fox

EnglishPoint – dzieci podczas pracy

 

Na jakim etapie nauki języka obcego/po ilu latach nauki warto zacząć czytać dziecku książki w obcym języku albo zachęcać je do samodzielnej lektury?

Dobre pytanie. Takie pytanie do specjalisty. Oczywiście, nie czuję się osobą mogącą dać jednoznaczną odpowiedź. „Kiedy” najczęściej zależy od trzech czynników: od dziecka, rodzaju książki i sposobu przekazu. Byłam raczej sceptycznie nastawiona do nauki języka od najmłodszych lat. Wydawało mi się, że to nie jest tak do końca prawda, że dzieci uczą się szybciej niż dorośli. Dziecko bowiem ma krótką pamięć i wymaga bardzo wielu powtórzeń, co sprawia, że codziennie trzeba powtarzać to czego nauczyliśmy się wczoraj. Jest to nurzące dla starszego dziecka. Dwulatek lubi powtórki – domaga się ich, bo czuje się wówczas bezpieczny. Pięciolatek już powie ”ja to już wszystko wiem. Ja już znam wszystkie słowa. Miałem wczoraj angielski w przedszkolu i Pani nam już wszystko powiedziała.”

Mimo sceptycyzmu, myślę jednak, że wczesne kształcenie językowe ma nieocenione zalety ze względu na oswojenie z melodią języka i „bezkompleksowość” dzieci. Maluchy nie czują wstydu, nie znają barier, nie boją się poznawać, łapią melodię raczej, nie struktury. To jest właśnie bezcenne. To zostaje im na zawsze. Dlatego oswajać z angielskim można już wówczas, gdy dziecko zaczyna mówić w ojczystym języku. Jak widać u małej Agatki nie ma to większego znaczenia w jakim języku pożegna się z rodzicami i jak wyrazi swój entuzjazm podczas zabawy. Jest to najbardziej naturalny sposób nauki dla dzieci. Ze swojego doświadczenia wiem, że lepiej podchodzić do angielskiego spokojnie, bez presji.

Był taki czas u moich dzieci, że nie chciały się uczyć języka na przekór. Bunt minął – spokojnie wszyscy przetrwali. Na rynku jest wiele zabaw językowych typu „Memory” czy „Bingo” – można „zmarnować” czas razem. Ja osobiście bardzo lubię stronę supersimplesongs. Są to proste piosenki i rymowanki dla dzieci, a ostatnio również filmiki DVD skierowane do młodych odbiorców. Piosenki z nutką humoru, melodyjne szybko wpadają w ucho. Dwuletnia Agatka chętnie ich słucha i niektóre nawet naśladuje – co jest bardzo zaskakujące.

Jeśli chodzi natomiast o książki to myślę, że dobrze jest dobierać książki poniżej poziomu wiedzy dziecka, tak, aby znajdowało przyjemność w czytaniu. Wówczas chętnie sięgnie po następną książkę i następną. I śmiało mogę powiedzieć, że jeśli dziecko weźmie do ręki książkę o wyższym poziomie, zbyt ambitną, następnej długo już nie przeczyta. Pamiętajmy o tym, że nauka następuje na czterech płaszczyznach i w odpowiedniej kolejności:

– słuchanie
– mówienie (powtarzanie)
– czytanie
– pisanie

Na początek proponuję dzieciom książeczki bez tekstu. Opowiadam im o obrazkach prostym językiem. Kolejnym razem to one starają się mi opowiedzieć to samo.
Później daję dzieciom proste książeczki z dużymi ilustracjami i jednym zdaniem. Kolejnym razem dzieci kończą zdania razem ze mną. Cały czas to ja czytam dzieciom i pokazuję im, że czytanie może być przygodą, dzięki której poznają nie tylko pewną historię, ale również inny język.

Następny etap to tworzenie własnych książeczek z napisami zrobionymi przeze mnie. Zadaniem dzieci jest przeczytać zdanie i narysować do niego ilustrację.

Ostatni etap to tworzenie własnych historii – ale to jest etap dla młodzieży.

Marta z Tatą

Marta (córeczka Ani) z Tatą

 

Twoje ulubione książki z dzieciństwa i od czasu, gdy sama jesteś mamą…

Każdy z nas ma swoją historię. Moje dzieciństwo to dzieciństwo podwórka, przyjaciół, zajęć pozaszkolnych, konkursów językowych, ale niestety to dzieciństwo bez książki. Widziałam za to mojego tatę czytającego. Wtedy, jako dziecko, myślałam że przeczytał wszystkie książki, bo bardzo dużo wiedział.

Gdy stałam się mamą chciałam razem z moimi dziećmi przeżyć własne dzieciństwo z książkami. Nie było to trudne, ponieważ mój mąż jest „molem książkowym”. Zawsze go za to podziwiałam. Wykorzystuje każdą chwilę, (o którą nie jest łatwo mając trójkę dzieci) aby przeczytać chociaż kilka stron dziennie. Książki to pierwsi towarzysze naszych dzieci. Zaczynaliśmy od prostych książeczek z obrazkami, później z krótkimi tekstami, najczęściej sięgaliśmy po naszych polskich pisarzy: Brzechwa czy Tuwim. Z czasem wybieraliśmy kolejnych autorów: ulubionym był Grzegorz Kasdepke. Był też etap komiksów, a kolejne książki są już wyborem dzieci. Cieszy fakt, że nadal książki stanowią ważny element w ich życiu, polecają sobie tytuły, kupują jako prezenty urodzinowe.

Gdy zaczęliśmy czytać Agatce, byłam już po studiach filologicznych. Istotnie studia pokazują bardziej bogaty świat literatury, rozszerzają pole manewru i zmieniają trochę perspektywę.

Niemniej ulubioną bajką Agatki są „Muminki”, które wygrzebała gdzieś z półki zupełnie przypadkiem. Czytanie książek stało się fantastyczną przygodą i codziennym rytuałem. Dzięki temu nasze dzieci LUBIĄ CZYTAĆ. Myślę, że nie trzeba być filologiem, aby zacząć „marnować czas” na wspólne czytanie. Po latach okaże się, że nie były to na pewno „zmarnowane chwile”.

Marta z Zuzią

Marta z Zuzią :)

 

Jak zachęcić dziecko do nauki języka?

Największą szkołą metodyczną były moje własne dzieci. To one dały mi motywację do poszukiwania metod pracy.

Pamiętajmy, że język jest środkiem do przekazywania informacji. Zatem należy stworzyć pewien obszar, w którym dziecko będzie odczuwało potrzebę używania języka, którego się uczy. Podobnie jest z muzyką, która również jest swoistym językiem. Jeśli uczylibyśmy się tylko nut i zasad grania na instrumencie, długo nie zagralibyśmy żadnego utworu. W nauce języka jest podobnie.

Bardzo lubię robić z dziećmi projekty. Ostatnio robimy projekt: „I will read you mum and dad” (Poczytam Ci mamo, poczytam Ci tato). Dzieci wykonują własnoręcznie książeczki po angielsku, które będą mieli za zadanie przeczytać w domu swoim rodzicom. Widać, jak bardzo pochłania ich ta praca, jak bardzo są zaangażowani, jak wzrasta ich motywacja do poznawania. I o to chodzi :-) Na zajęciach czytamy fragment książki, który dzieci w domu ilustrują, tworząc własną książeczkę. Chętnie wówczas wracają do niej i sami już czytają. Konkursy na odnalezienie pewnych słówek w anglojęzycznych czasopismach również są motywujące i pokazują, że czytanie literatury obcej nie musi być wcale takie trudne. W ten sposób zaczynają swoją przygodę z anglojęzyczną literaturą, co mnie bardzo cieszy.

Najpiękniejsza książka po angielsku, jaką przeczytałaś, to…?

„The owl, who was afraid of the dark”

Z ostatniej podróży po Anglii przywiozłam książki dla dzieci. Wszystkie są fantastyczne, ale najbardziej lubię „O sowie, która bała się ciemności”. Książka w ciekawy sposób pokazuje, że obawa przed czymś jest rzeczą naturalną. Każdy z nas przecież czegoś się boi. Możemy jednak coś zrobić, żeby poradzić sobie z tym strachem w łatwy sposób. Ja na przykład, gdy byłam dziewczyną, bałam się o wychowanie swoich dzieci albo że nie nauczę się nigdy angielskiego w sposób zadowalający. Dzisiaj dawne obawy są moim światem. Dlaczego? Bo dowiedziałam się o nich więcej i cały czas się ich uczę, podobnie jak sowa, która poszukiwała prawdy o ciemności.

Chciałabym, aby dzieci zarówno te w domu, jak i te w szkole pokonywały swoje własne obawy, poznawały świat i poszerzały horyzonty, aby dokonywały dobrych wyborów w życiu i dzięki temu stawały się silne i pewne siebie. A to wszystko nie dzięki smartfonom, ale dzięki własnej pracy.

 

Wszystkie zdjęcia i podkreślenia pochodzą od Ani. Zapraszam Was na stronę jej szkoły EnglishPoint, a mieszkańców Tychów i okolic do odwiedzin na Paprocańskiej 41 :)

Udostępnij na Facebooku
3 comments to “Anna Wleklińska – EnglishPoint – wywiad dla CzytamyRazem.pl”
  1. Świetny wywiad. Pełny, na temat, Ania wymienia ogromnie dużo konkretów, odnośnie nauki języka (nie tylko dzieci mogą skorzystać ;) ). Jednocześnie całość bardzo motywująca. A życie Ani pokazuje, że na nic nigdy nie jest za późno, nie ma limitów, poza naszą własną motywacją i działaniem :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *