Ellen Gunderson Traylor: Jan Syn Gromu

Jestem zdumiona, że to się odbywało właśnie tak, choć przecież nie powinnam. To nie były głosy z nieba, wielkie olśnienia czy powalające na ziemię cuda. Zgoda – może i były, bo w końcu Jezus był z nimi. Ale jako człowiek! Stąpający po ziemi, uśmiechający się i jedzący razem z nimi człowiek.

Widzieli cuda, uczestniczyli w nich, patrzyli na uzdrowionych i uwolnionych, ale przecież byli ludźmi i do tego ich człowieczeństwa przyszedł Jezus…

jan-syn-gromu

„Pociągnąłem ich ludzkimi więzami”, mówi prorok Ozeasz (Oz 11,4), a ta opowieść tak cudownie je obrazuje… Ze wszystkimi zadziwieniami i rozczarowaniami, zachwytem i pytaniami, rozdarciem między tym, co tutaj, od zawsze, a zaproszeniem do tego, co pozostaje tajemnicą, ale ku czemu wyrywa się serce…

Jana poznajemy na długo przed zaproszeniem, jakie usłyszał od Jezusa w dzisiejszej Ewangelii. Zanim „zostawili łódź i ojca i poszli za Nim” między nim a ojcem, między ojcem a bratem wydarzyło się wiele… Albo i nie – bo to przecież w dużej mierze fikcja literacka, za wyjątkiem faktów znanych z Pisma św.

Niezależnie od ilości detali dodanych do ewangelicznych słów, opowieść o św. Janie – umiłowanych uczniu Jezusa – cudnie pokazuje, jak wiele w naszym życiu musi się wydarzyć, zanim nasze decyzje zostaną spięte tą jednozdaniową klamrą, choćby taką jak dziś u św. Mateusza: „poszli za Nim”.

Nas też, mnie też Bóg „pociąga ludzkimi więzami”, stawia konkretne osoby, pokazuje moje ograniczenia i niepowtarzalność, konfrontuje z wyobrażeniami o sobie samej… i właśnie w tym przyciąga ku sobie – Skale, Miłosierdziu, Pokoju, którym jest.

I równolegle z tym naszym odkrywaniem, z jaką delikatnością przychodzi, posyła nas dalej – jak apostołów. Tych, których kochamy, albo z którymi czasem trudno nam się porozumieć, tych, do których nam blisko i codziennie i tych, do których z różnych powodów zawsze nam będzie daleko…

Może naszym zadaniem będzie to jedno – powiedzieć: „chodź i zobacz – tego doświadczyłam”. Prawdę mówiąc wobec ogromu Bożej łaski tylko to jedno możemy zrobić :) Może dzięki temu w życiu tej konkretnej osoby wydarzy się największy cud, jakiego nigdy nie oczekiwała, może jakieś spotkanie, słowo czy myśl zaczną w jej życiu owocować z niesłychaną mocą… a może przez długi czas nie wydarzy się nic. Tego nie wiemy i żadnego dobra nie wolno nam uzależniać od takiej wiedzy.

Ale od takiego „chodź i zobacz” w życiu niejednej postaci z Pisma św. zaczynały się wielkie, wielkie rzeczy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *