Przemysław Jurgiel-Żyła – wywiad dla CzytamyRazem.pl

Wspólne czytanie oznacza, że nie tylko mamy czytają z dziećmi – prawda? Zapraszam Was do lektury wywiadu, jakiego dla Czytamy Razem udzielił Przemek Jurgiel-Żyła.

Czytający Tata i czytająca córka – przedstaw Was :)

Cześć, Przemek i Zuzia. Pracuję jako manager w firmie technologicznej, gdzie rozwijam oprogramowanie dla rynków wydawców i reklamowego. Prywatnie zaś interesuję się niezliczoną ilością rzeczy. Obecnie swój czas dzielę pomiędzy rodzinę, naukę języków obcych i programowania. Chwilami bloguję (świeży blog parentingowo-technologiczny tato.mobi czy też blog elektroniczny kabelkowo.pl), raczej nieregularnie uprawiam sport (głównie z Zuzią: jeździectwo konne, zimą łyżwy, cały rok basen), udzielam się w organizacjach pozarządowych (jestem szefem komisji rewizyjnej w Krajowej Izbie Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji) oraz pomagam wydawać magazyn kulinarny.

Zuzia jest uczennicą trzeciej klasy podstawówki, ma już sporo zainteresowań i chwilami wykazuje tendencje podobne do taty w wynajdywaniu sobie nowych aktywności. Regularnie jeździ konno, dobrze pływa oraz nurkuje i jeździ na łyżwach, zdecydowanie lepiej od taty strzela z łuku i broni (w klubie sportowym na Bielanach miała okazję próbować sił w broni pneumatycznej). Uwielbia obcować ze zwierzętami (konie, psy i gryzonie) w każdej ilości. Za to nie podziela mojego entuzjazmu we wpatrywaniu się w akwarium – wolałaby tam zamieszać czasem. Poza tym uwielbia rysować, malować, rozwiązywać łamigłówki i skakać po błocie. Z mniej chlubnych zainteresowań, to PlayStation i telewizor często przyciągają ją jak magnesy. No i oczywiście książki i komiksy.p-jurgiel-zyla1

Czytacie razem?

To zależy. Teraz częściej czytamy obok siebie. Ja nie potrafię żyć bez książek. Mniej więcej do końcówki szkoły średniej byłem molem książkowym, na czas studiów i kilku lat po nieudanym ich zakończeniu miałem przesyt, albo coś na kształt zniechęcenia. Od kilku lat ponownie się to zmienia, a w tym roku przestałem już liczyć zarwane noce przez ciekawą lekturę.

Wracając do wspólnego czytania. Gdy Zuzia była młodsza, to regularnie czytałem jej na dobranoc różne książki. Była “Niekończąca się historia”, “Kubuś Puchatek”, “Dzieci z Bullerbyn” – te ostatnie Zuzia właśnie skończyła czytać jako lekturę. Nigdy nie udało mi się przekonać do czytania baśni – większość jest przecież dość okrutna. Z drugiej strony nie chciałem dziecka dystansować do tego typu opowieści, więc wplatałem je pomiędzy – że tak powiem – bardziej inspirujące książki. Bardzo denerwuje mnie to, że większość książek jest kierowana do mam – rozumiem, że to się sprzedaje, ale nawet Zuzka stroiła sobie żarty mówiąc “poczytaj mi mamo”. Teraz mamy problem ze znalezieniem książek, które są dobrze dopasowane do 7-9 latków. Najwięcej jest książek dla grupy 1-7 oraz 12+. Akurat w miejscu, gdzie dziecko samo w miarę dobrze czyta i potrzebuje bodźców z zewnątrz jest najmniejszy wybór. Ośmio-dziewięcioletnie dziecko z jednej strony chciałoby dużo obrazków i duże litery, z drugiej ciekawe opowieści. Te ciekawe wydane są jak dla dorosłych, zaś obrazki i duże litery to zwykle poziom klas 0-1. Nie mówiąc już o odpowiednim dobraniu opowieści czy wydaniu książki, tak żeby dziecko szybko osiągało sukces i kończyło w rozsądnym czasie to co czyta.

Kto czytał Zuzi pierwsze książki?

Oczywiście rodzice. I ja i jej mama. Zuzia zawsze była otoczona książkami (może trochę mniej odkąd mam czytnik ebooków), niemniej odkąd zaczęła obserwować świat, to zawsze widziała książki – trzeba doprecyzować – książki w prawidłowym użyciu. Nie jako podstawki czy wypełnienie półek.

Teraz też mi się zdarza jej czytać. Przykładowo jako motywator do czytania lektur – układ, że ona czyta 3-5 stron, a ja 1-2 pomagając jej czytać jest rozsądnym rozwiązaniem sytuacji, gdy dziecko powinno czytać, a z różnych powodów nie chce – np. nieciekawą pozycję.

Kiedy zaczęła upominać się „ja sama” w odniesieniu do książek?

Było to dość płynne. Bardzo chciała szybko nauczyć się literek i w zasadzie w była w okolicy pół roku przed rówieśnikami. Sama wybierała co chce oglądać i czytać. Ja jej podsuwałem tylko książki, z których wybierała. Może nie jest to miłość z książkami, której bym sobie życzył, ale to są jej potrzeby – nie musi być molem książkowym mając dziewięć lat.

Zawsze się pilnowałem z tym, żeby nie zmuszać do czytania. Zabawa, współzawodnictwo czy też zbudowana u niej potrzeba “zagięcia” mnie jakimś pytaniem załatwiają sprawę. Książki z ciekawostkami, które dziecko zrozumie, a później może zadawać trudne pytania rodzicom są rewelacyjnym sposobem na zbudowanie u potomka chęci czytania.

Zuzia uwielbia konie – jaki to ma wpływ na jej literackie wybory?

Haha, zasadnicze! Myślę, że ma dużą część pozycji książkowych, które mówią o koniach. Albumy, encyklopedie i różne opowieści, w których konie grają jakąkolwiek rolę są w polu zainteresowania. Czasem wprawiały mnie w konsternację, ponieważ w encyklopedii o koniach oprócz opisu ras, itp są często opisy fizjonomii zwierzęcia. Z drugiej strony trochę łatwiej na przykładzie zwierząt wytłumaczyć choćby tematykę płci czy odpowiedzieć na pytanie skąd się biorą dzieci.

Dzięki Zuzi sam zacząłeś uczyć się jazdy konnej, a czy były takie książki lub tacy autorzy, do których Twoja córka Cię „namówiła”?

Tutaj zadziałała ambicja tylko i wyłącznie. Zuzia jeździ konno odkąd skończyła 4 lata. Gdy w wieku 7 lat zaczęła jeździć po padoku sama (bez lonży) zaczęło do mnie docierać, że obcy ludzie (zaprzyjaźnieni, ale jednak) uczą moją Zuzkę jej największej pasji. A to przecież ojciec mógłby być tym autorytetem. Naoglądałem się Youtube (instruktaży co i jak), przeczytałem wszystkie najważniejsze książki, które miała na składzie i zapisałem na pierwsze zajęcia. Poszło nieźle. Niestety do autorytetu trochę mi brakuje – Zuzka zbyt szybkie postępy robi w jeździe konnej.

Twoja córka sama wybiera książki czy trochę jej w tym pomagasz?

Wspominałem o tym wcześniej. Wspieram, wskazuję kierunki, daję do wyboru kilka pozycji, które wcześniej mocno selekcjonuję i przeglądam pod kątem atrakcyjności. Często, niby przez przypadek zaglądamy do księgarni, żeby się rozejrzeć. Nawet jeśli nic nie wybierzemy, to samo obcowanie z księgarnią jest równie ważne.
Jednym z ulubionych Zuzi wydarzeń w roku są targi książki na Stadionie Narodowym. Byliśmy już dwukrotnie i Zuzka jest zafascynowana zjawiskiem, ilością książek, etc. Kolejne przed nami!

Co to znaczy Twoim zdaniem „zachęcać dziecko do czytania” – po prostu czytać czy pokazywać mu też literacki świat – biblioteki, imprezy czytelnicze, spotkania z pisarzami?

Nie jestem psychologiem, staram się działać na wyczucie posiłkując tylko radami z książek, które już przeczytałem oraz obserwując rodziców Zuzi rówieśników czy też znajomych, którzy są rodzicami. Wyciągam wnioski, nakładam na to własne przekonania i działam. Nieinwazyjnie i nieagresywnie.

Wspominałem już o targach książkowych. Bardzo ułatwia rozwijanie pasji u dziecka możliwość wzbogacania wiedzy z książek w szkole. Zuzia ma „motywatory” w postaci konkursów na frekwencję w bibliotece, etc. Spotkań z pisarzami nigdy nie rozumiałem, więc nie bywamy. Tak samo sam nie chodzę do bibliotek – przestałem rozumieć zasady, wg których działają te instytucje. Wolę kupić ebooka – są na tyle tanie, że nawet jeśli przeczytam połowę, to i tak będzie to bardzo dobry wynik, a i wydawca z autorem zarobią swoje. W tym roku podliczałem i zbliżam się do 40 książek za cały rok. Więcej niż średnia krajowa, mniej niż bym chciał. Niemniej pracując, blogując, ucząc się języków po 10-14h tygodniowo ciężko znaleźć więcej czasu na czytanie.

Obserwując Zuzię zauważam, że bardzo motywujące jest dla niej moje czytanie. Jeśli w weekend mamy przeznaczony czas np. na czytanie, to oczywiście Zuzia może robić coś innego – byleby nie korzystała z urządzeń elektronicznych. TV, tablet czy konsola są wyłączone. Raz coś rysuje, a innym razem z nudów zaczyna czytać. Sama zauważa, że w sumie to bardzo ciekawy sposób na spędzanie wolnego czasu. Z każdą kolejną taką sytuacją częściej wybiera czytanie, niż rysowanie albo bawienie się klockami.p-jurgiel-zyla2

Pamiętasz sytuację, w której Twoja córka wybrała do czytania książkę, co do której miałeś wątpliwości, czy powinna? Jak zareagowałeś?

Wspomniane tematy fizjonomii koni! Zareagowałem bardzo powściągliwie. Skoro dziecko zaczęło oglądać rysunki porodu u klaczy (dość łagodne, bez szczegółów), to mogłem to zbyć lub zacząć tłumaczyć. Myślę, że pozytywnie to procentuje. Niektóre koleżanki Zuzi widząc tego typu rysunki (np. w Zuzi książkach o koniach) reagują nerwowym śmiechem, a Zuzia im tłumaczy, że źrebię rośnie n czasu, że klacz sama rodzi, ale czasem potrzeba weterynarza, żeby pomógł, że źrebię musi samo wstać i że to zupełnie inaczej niż u ludzi, którzy opiekują się nieporadnym potomstwem. Co to oznacza? Dla mnie to jasny sygnał, że rodzice nie potrafią z dziećmi rozmawiać o biologii, fizjonomii czy też seksualności. Szkoły średnio sobie radzą z wychowaniem dzieci. Możemy w takich sytuacjach dzieci zostawić same sobie, albo z nimi rozmawiać.
Poza wspomnianymi sytuacjami nie spotkałem się z niewłaściwymi wyborami u Zuzi. Pewnie to przed nami dopiero.

Lektury – książki konieczne? Zdarza Ci się tłumaczyć córce „przeczytaj lekturę (bo trzeba), a potem możesz sobie czytać to co lubisz”?

A nie lepiej: czytaj i jedno i drugie?! Lektury faktycznie trzeba. Obecnie mamy system, że umawiamy się na codzienne czytanie określonej ilości stron lektury. Ilości tak liczymy, że Zuzia ma możliwość zrobienia sobie 2-3 dni wolnego (ale nie w ciągu) w czasie czytania lektury. Bywa, że nic innego nie bierze do ręki, bywa że przeczyta kilkuset stronicowy komiks w tym samym czasie. Lubi też gazetki (oczywiście o koniach) oraz wspomniane książki z ciekawostkami i łamigłówkami.

Gdyby Zuzia nie przepadała za książkami – jak próbowałbyś (jako czytający Tata) przekonać ją, że warto czytać?

Jeszcze nie wiem czy Zuzia lubi czytać trochę, bardzo albo wcale. Czyta, czasem mniej, czasem więcej. Cały czas jej pokazuję swoim zachowaniem, że warto. Obserwuje jak ja czytam, jak się uczę, co ciekawego wyciągam z książek.

Mamy bardzo dużo wspólnych aktywności. Na większość problemów, które stają przed nami w tych aktywnościach znajdujemy odpowiedzi w książkach. Nieważne czy mowa o wędrówkach po górach, jeździe konnej, budowaniu samemu łóżka piętrowego czy też robieniu sterowanych mikrokontrolerem lampek RGB na choinkę. Nawyk sięgania po wiedzę do książek jest bardzo ważnym punktem naszego działania. Zdecydowanie bardziej siebie cisnę na takie zachowanie, niż Zuzię. Ona ma obserwować efekty, a ja wychodzę z założenia, że czym Zuzia nasiąknie za młodu, tym później u Zuzanny zaprocentuje.

Dziękuję Ci za podzielenie się Waszymi czytelniczymi doświadczeniami. Czekamy zatem na serię „Poczytaj mi Tato” :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *